Wieczorem, po pracy, ktoś klika w link influencera: „darmowy bonus”, „pewna metoda”, „sprawdzone kasyno”. Rejestracja trwa minutę. Potem przychodzi prośba o weryfikację: selfie, dokument, czasem zdjęcie karty albo przelewu. Na końcu – wpłata. Tego samego dnia system zaczyna zasypywać użytkownika wiadomościami: SMS-y, push, e-maile, kody rabatowe. W tle pieniądze płyną przez pośredników płatności, portfele krypto i giełdy o egzotycznych adresach. A w danych, które użytkownik sam przekazał, powstaje gotowy profil: kim jest, ile ryzykuje, czy ma długi, jak reaguje na presję, co ukrywa przed bliskimi.
W państwie prawa to powinno być temat dla skarbówki, regulatora hazardu i policji. W realiach geopolityki XXI wieku to coraz częściej staje się temat dla kontrwywiadu.
To nie tylko przestępczość, to infrastruktura operacyjna
Nielegalny hazard online i przemysł scamów nie są dziś wyłącznie „szarą strefą internetu”. To skalowalna infrastruktura, która jednocześnie:
- generuje ogromne strumienie gotówki nadające się do prania i redystrybucji,
- produkuje wielkie zbiory danych osobowych i behawioralnych,
- wytwarza kompromitujące materiały (nałogi, długi, ryzykowne zachowania, dowody udziału w nielegalnej aktywności),
- daje wygodny mechanizm „wiarygodnego zaprzeczenia”, gdy korzysta z niej państwo.
W tej logice pytanie nie brzmi już: „czy to jest przestępczość?”, tylko: kto ją chroni, kto ją wykorzystuje i komu służy jako kanał finansowania oraz pozyskiwania danych. W przypadku Rosji i Chin – państw, które prowadzą wobec Zachodu działania hybrydowe – pojawiają się przesłanki, że elementy tych ekosystemów bywają tolerowane, osłaniane lub używane w sposób zgodny z interesami aparatu bezpieczeństwa: do finansowania „środków operacyjnych”, do budowania baz danych, do kompromitowania i do selekcji celów w masie.
Rosyjski model: hazard jako eksport, dane jako waluta, szantaż jako narzędzie
Rosyjski ekosystem nielegalnego hazardu online działa jak biznes globalny, ale jego sens polityczny jest prosty: pieniądze i dane płyną na zewnątrz, a ryzyka zostają u ofiar. Kluczowe jest tu pojęcie „kryszowania” – parasola ochronnego, znanego z postsowieckiego świata zorganizowanej przestępczości. Gdy dany sektor jest nieformalnie tolerowany, przestaje być tylko „bandycki”, a staje się użyteczny dla aparatu państwa.
Wątki łączące rosyjskie interesy hazardowe z ryzykami bezpieczeństwa pojawiają się w debacie publicznej w kilku wymiarach:
Po pierwsze: dostęp do danych. Operatorzy hazardu online zbierają dane wyjątkowo „cenne” wywiadowczo: pełne profile płatnicze, historię transakcji, czas spędzony w aplikacji, wzorce uzależnienia, sieć kontaktów (np. poprzez referale), geolokalizację, urządzenia, a nierzadko dokumenty tożsamości. Jeżeli taki operator ma rosyjskie korzenie lub działa w środowisku, gdzie służby mają szerokie uprawnienia, ryzyko współdzielenia danych z aparatem bezpieczeństwa staje się realnym problemem politycznym – nawet jeśli formalnie nie da się go łatwo udowodnić w pojedynczym przypadku.
Po drugie: pieniądze jako „czarne” finansowanie. Strumienie zysków z hazardu w szarej strefie łatwo mieszać z dochodami z innych źródeł: cyberprzestępczości, oszustw inwestycyjnych, handlu danymi. Po przepuszczeniu przez krypto, pośredników płatności i spółki-słupy, pieniądz staje się „czystszy” i bardziej użyteczny. W realiach sankcyjnych i kontroli przepływów to atrakcyjny kanał dla aktorów, którzy chcą finansować działania poza budżetem państwa.
Po trzecie: kompromat jako produkt uboczny. Hazard jest jednym z najszybszych generatorów podatności: długi, ukrywanie nałogu, wstyd, konflikty rodzinne, ryzykowne zachowania. To klasyczny materiał do nacisku. Jeśli do tego dochodzi fakt, że aktywność odbywała się w strefie nielegalnej, próg wstydu i strachu rośnie. Na poziomie kontrwywiadu nie interesuje nas „przeciętny gracz” – interesuje nas fakt, że masowy kanał wciąga setki tysięcy ludzi, a w tej masie zawsze znajdą się osoby z dostępem do informacji, infrastruktury albo decyzji.
Tu pojawia się kluczowa koncepcja: „siatka” zamiast „snajpera”. To nie jest polowanie na jedną osobę. To budowanie leja, w którym lądują tysiące, a potem selekcjonuje się tych, którzy są istotni – bo mają funkcję, dostęp, albo po prostu wrażliwość.
Influencer jako węzeł operacyjny
Polski wątek influencerów promujących nielegalne kasyna jest w tej układance ważny nie dlatego, że internetowi twórcy są „agentami”, ale dlatego, że stają się elementem infrastruktury akwizycji.
Model afiliacyjny w nielegalnym hazardzie jest brutalnie prosty: twórca dostaje pieniądze nie tylko za reklamę, ale też za „wartość” sprowadzonego użytkownika – często rozumianą jako jego straty w czasie. To generuje zachętę do agresywnych technik: pokazywania „fake balance”, normalizacji ryzyka, budowania iluzji łatwego zysku, a nawet do kierowania młodych odbiorców w stronę usług, które wymagają przesyłania danych i dokumentów.
Z perspektywy państwa to już nie jest spór o etykę reklamy. To pytanie, czy Polska – przez brak skutecznych mechanizmów egzekucji i przez bezradność wobec rozrastającej się szarej strefy – nie dostarcza wrogim ekosystemom masowej bazy danych obywateli oraz puli osób podatnych na nacisk.
Chiński model: przemysł scamów, parasol lokalny i państwowy interes w kontroli
Jeśli rosyjski model opiera się na eksporcie hazardu i podatności, to chiński wątek jest bardziej złożony: dotyczy przemysłu scamów i finansowych ekosystemów usługowych, które wyrosły na styku Azji Południowo-Wschodniej, chińskojęzycznych sieci przestępczych oraz lokalnych układów polityczno-biznesowych.
W regionie powstały „fabryki oszustw”: kompleksy, w których prowadzi się masowe kampanie wyłudzeń na Zachodzie. Mechanika „pig butchering” jest tu emblematyczna: ofiary są „hodowane” relacją i obietnicą zysku, a potem drenuje się je finansowo. Ale kluczowy dla geopolityki jest fakt, że te struktury stały się przemysłem, a przemysł potrzebuje: płatności, prania pieniędzy, logistyki danych, narzędzi cyber, rekrutacji ludzi i – w wielu przypadkach – ochrony.
Finansowa „platformizacja” przestępczości
Jednym z najważniejszych elementów tej układanki stały się huby usługowe, które działały jak rynek infrastruktury dla scamów: od list kontaktów i pakietów danych, przez narzędzia do socjotechniki, po pranie pieniędzy w stablecoinach. Kiedy taki hub osiąga skalę dziesiątek miliardów dolarów obrotu, przestaje być tylko problemem policji. Staje się problemem państw.
W tym miejscu pojawia się pytanie o rolę Chin. Nie chodzi o proste twierdzenie: „państwo tym steruje”. Chodzi o bardziej realistyczny scenariusz: państwo dąży do kontroli i selektywnego wykorzystania. Gdy oszustwa uderzają w obywateli Chin i zagrażają stabilności, aparat bezpieczeństwa ma interes w pacyfikacji. Gdy oszustwa uderzają głównie w cudzoziemców, a strumień pieniędzy i danych jest potężny, państwo ma interes w tym, by:
- pozyskać informacje,
- zbudować wpływ na kluczowych graczy,
- kontrolować kanały transferu,
- a czasem użyć tych struktur do własnych celów.
Nieprzypadkowo w momencie eskalacji presji międzynarodowej obserwowano działania, które można czytać jako odzyskiwanie sterowności: aresztowania, ekstradycje, pokazy siły, a także próby „przejęcia” narracji o walce z przestępczością. To nie musi oznaczać, że służby tworzą scamy. Oznacza, że są świadome wartości danych i pieniędzy płynących przez ten ekosystem i będą dążyć do tego, by te zasoby nie wymknęły się spod kontroli – oraz by w razie potrzeby dało się je wykorzystać.
Wspólny mianownik: dane + pieniądze + presja psychologiczna
Rosyjski i chiński wątek różnią się stylem, ale wspólny mianownik jest ten sam: przestępczość finansowa w świecie cyfrowym generuje zasoby użyteczne wywiadowczo.
- Dane tożsamościowe i KYC
Nielegalne kasyna i scamy wymagają „uprawdopodobnienia” – a uprawdopodobnia je pozór procedury: weryfikacja, „compliance”, „bezpieczeństwo”. W praktyce bywa to sposób na wyciągnięcie dokumentów. Pakiety KYC (selfie z dokumentem, skany, czasem dane płatnicze) są sprzedawalne, ale przede wszystkim są operacyjnie użyteczne: do kradzieży tożsamości, do zakładania kont-słupów, do obejścia AML, do tworzenia fałszywych profili. - Dane behawioralne
Hazard i scamy produkują coś jeszcze cenniejszego: dane o psychice. Jak reagujesz na presję? Co cię uspokaja? Kiedy ulegasz? Ile możesz stracić, zanim poprosisz o pomoc? To jest materiał do profilowania i selekcji celów. - Kompromat i podatności
Nałóg, długi, ukrywanie – to klasyczne podatności. W modelu „siatki” nie trzeba niczego wymyślać. Ludzie sami wytwarzają kompromitujące ślady. Dla wrogiego aktora to gotowa baza osób, które mogą zostać zastraszone lub „zachęcone” do współpracy. - Fundusze operacyjne i „czarny budżet”
W świecie sankcji i obserwacji przepływów, kryptowaluty i stablecoiny są atrakcyjne dla tych, którzy chcą płacić „poza systemem”. A gdy do tego dołożymy dochody z hazardu i scamów, powstaje mechanizm, w którym środki pozyskane na masowej przestępczości mogą zasilać działania o charakterze państwowym – od wpływu, przez sabotaż, po finansowanie agentury.
Polska jako element układanki: nie tylko cel, ale wygodny węzeł
W polskim kontekście są trzy punkty, które powinny szczególnie niepokoić decydentów:
Po pierwsze: skala uczestnictwa obywateli. Nielegalny hazard online ma w Polsce masowy zasięg. Masowość oznacza, że „siatka” działa – nawet jeśli większość ofiar jest „zwykła”, w masie będą osoby ważne.
Po drugie: podatność regulacyjna i reputacyjna. Jeśli elementy infrastruktury krypto lub płatności mogą uzyskać pozór legalności w UE (a więc i w Polsce), stają się bardziej wiarygodne dla ofiar globalnych. To zwiększa rolę Polski jako potencjalnego „węzła” w łańcuchu.
Po trzecie: influencerzy i dystrybucja. Państwo może blokować domeny, ale jeśli dystrybucja odbywa się przez twórców, komunikatory i reklamy w sieciach afiliacyjnych, to egzekucja prawa staje się spóźniona i dziurawa. A każdy miesiąc opóźnienia to kolejne tysiące profili danych i kolejne miliony złotych wypływające do ekosystemów, które mogą być wrogie strategicznie.
Zakończenie: to jest geopolityka, tylko w wersji „low visibility”
Największym błędem Zachodu – w tym Polski – jest traktowanie nielegalnego hazardu i scamów jak „cyfrowej przestępczości pospolitej”. Owszem, to przestępczość. Ale w warunkach wojny hybrydowej to także narzędzie.
Rosja ma doświadczenie w symbiozie państwa, służb i półświatka. Chiny mają doświadczenie w kontroli, selekcji i wykorzystywaniu gigantycznych ekosystemów danych. Oba państwa mają interes w tym, by kanały, które generują pieniądze, dane i kompromat, były dostępne, sterowalne i użyteczne. A świat cyfrowy premiuje tych, którzy działają bez skrupułów: łatwiej jest eksploatować słabości społeczeństw otwartych niż bronić się przed eksploatacją.
Jeśli polska administracja potraktuje temat tylko jako problem podatkowy, przegapi sedno. To, co wygląda jak reklama kasyna w social media, może być w praktyce tunelem do danych. To, co wygląda jak „prywatny” scam, może być strumieniem pieniędzy użytecznym dla działań, które państwo uzna za wrogie. A to, co wygląda jak „zwykły nałóg” obywateli, może stać się mapą podatności, którą ktoś wykorzysta w kluczowym momencie.
W tej grze nie wygrywa ten, kto ma najlepsze „ulotki informacyjne”. Wygrywa ten, kto rozumie, że hazard i scamy to dziś element architektury bezpieczeństwa – i potrafi działać szybciej niż ekosystem, który zarabia na naszej bezradności.
Łukasz Turkowski
